sobota, 26 sierpnia 2017

Pielęgnacja stóp

Czy lato, czy zima uważam, że o stopy trzeba dbać cały rok. Nie tylko w te ciepłe dni kiedy zakładamy buty, które odkrywają nasze stopy. Odpowiednia pielęgnacja powinna trwać cały czas, nieustennie! :) Co w takim razie robić aby mieć piękne, zadbane stopy? Odpowiedź w dzisiejszym poście :-) Zapraszam do lektury. 

Pielęgnacja stóp to nie tylko używanie kosmetyków. Jeśli chcemy cieszyć się pięknym wyglądem naszych stóp przez cały rok wybierajmy buty najlepiej z naturalnej skóry, tak by nasze stopy mogły swobodnie oddychać. To samo dotyczy się skarpetek. Najlepiej nosić w 100% bawełniane, te ze sztucznego tworzywa sprawiają, że nasze stopy szybciej się pocą. Starajmy się jak najwięcej chodzić boso (mam tu głównie na myśli sytuację gdy przebywamy w domu) czy w butach, które odkrywają w znacznym stopniu nasze stopy. Nasza skóra tak jak my również oddycha i również tego potrzebuje. W jaki jeszcze sposób możemy wspomóc naszą pielęgnację? Oto kilka moich sprawdzonych rad. Jeżeli zachowasz systematyczność w ich wykonywaniu z pewnością będziesz mieć piękne, gładkie stopy przez cały rok :) 

Na początek kąpiel stóp. Jak często wykonywać? Ja staram się robić dwa razy w tygodniu, a jeden raz to uważam za absolutne minimum. Do kąpieli stóp ostatnio używam soli z Morza Martwego. 

 Na zdjęciu: Sól do kąpieli stóp - White Flower's

Sól z Morza Martwego, którą dziś Wam prezentuję to kompozycja dwóch rodzajów soli: magnezowej i potasowej. Jest to produkt niezwykle bogaty w mikro i makroelementy. Działa nie tylko regenerująco czy odprężająco ale też posiada właściwości antygrzybiczne czy antybakteryjne. Idealnie sprawdza się też w nadmiernej potliwości stóp.  

Co znajdziemy w składzie tego kosmetyku? Między innymi olejek z czarnuszki, tzw. "Złoto Faraonów". To aktywny składnik bogaty w witaminę F i fitosterole. Wykazuje silne działanie odżywcze. Ponad to olejek z drzewa herbacianego o właściwościach bakterio i grzybobójczych. Wyciąg z trawy cytrynowej, który wspomaga regenerację tkanek i olejek miętowy, który pełni funkcje relaksujące czy odświeżające. Jak należy używać tego kosmetyku? Do naczynia z ciepłą wodą wystarczy dosypać minimum dwie łyżki stołowe soli. Stopy najlepiej moczyć przez 20 minut. Oczywiście jeśli mamy ochotę dłużej poddawać się temu zbiegowi relaksującemu to jak najbardziej możemy z niego korzystać dłużej. 
 
Podczas kąpieli stóp warto wykonać peeling. Ewentualnie jeśli nie mamy akurat żadnego scrubu to użyjmy tarki. Najlepsza jaką miałam do tej to drewniana tarka do stóp marki Gehwoll. Jest dla mnie bezkonkurencyjna. Podczas kąpieli nasz zrogowaciały naskórek się zmiękcza więc ważne by od razu go usunąć. Jest to ważne bo w ten sposób wspomagamy nasz naturalny proces złuszczania. A ponieważ skóra na piętach, nie wiem czy wiecie jest najgrubsza, to też dlatego ważna jest jej odpowiednia pielęgnacja. Co do peelingu to polecam Wam gruboziarnisty peeling Lirene. 

 Na zdjęciu: Gruboziarnisty peeling do stóp - Lirene

Peeling idealnie usuwa stwardniały naskórek dzięki naturalnym mikrogranulkom lawy wulkanicznej. Ponad to dzięki zawartości masła shea regeneruje, odżywia i nawilża stopy. Jeżeli po jego zastosowaniu czujemy, że chcemy w jeszcze większym stopniu nawilżyć nasze stopy, polecam w następnej kolejności zastosować krem do stóp. Niech to będzie produkt bogaty w aktywne składniki, który nie tylko nawilży ale też odżywi i sprawi, że nasze stopy będą miękkie i jedwabiście gładkie w dotyku. 

Jak jeszcze na co dzień możemy wspomóc pielęgnację stóp, kiedy po całym dniu nasze stopy czy nogi są zmęczone? Ukojenie przynosi balsam chłodzący do zmęczonych stóp i nóg. 

Na zdjęciu: Balsam chłodzący do stóp i łydek - Perfecta

Jest to kosmetyk, który natychmiast likwiduje uczucie "ciężkich nóg". Na rynku kosmetycznym jest wiele tego typu produktów. Ten uważam za naprawdę skuteczny. A ponieważ często doświadczam uczucia ciężkości nóg to z wielką chęcią stosuję go. Jak należy go używać? Najlepiej wmasowywać w oczyszczoną skórę stóp i łydek. W składzie znajdziemy wyciąg z kasztanowca, który wzmacnia a także uszczelnia naczynia krwionośne. Olejek z arniki o działaniu łagodzącym i olejek miętowy, który przyjemnie chłodzi, odświeża i przynosi ulgę zmęczonym stopom.



A Wy w jaki sposób dbacie o swoje stopy? Co stosujecie na co dzień? Podobał się dzisiejszy post? Znacie produkty, które Wam przedstawiłam? Czy może używacie innych i są godne polecenia?  Jeśli tak, to czekam na Wasze komentarze.  Słonecznego weekendu życzę 🌞🌞🌞

czwartek, 24 sierpnia 2017

Miejsca znane i nieznane

Moje ukochane Mazury <3 Nic więcej chyba nie trzeba pisać. Sami zobaczcie jaki prawdziwy cud natury mamy w Polsce :) Daleko jeździć nie trzeba. Prawdziwe piękno jest naprawdę blisko nas :) 


 
















wtorek, 22 sierpnia 2017

B. Społowicz "Skin coach" - recenzja książki

Gdy zobaczyłam egzemplarz tej książki w Empiku to od razu sobie pomyślałam, że napewno jest w niej zawartych mnóstwo informacji na temat tego jak skutecznie dbać o skórę. I nie pomyliłam się. A czemu miałam takie skojarzenia? Oczywiście z uwagi na tytuł, który uważam wzbudza zainteresowanie i daje do myślenia. Książka mówi m.in. o tym, co wpływa na nasz wygląd. Autorka już na samym początku uświadamia, że nie tylko kosmetyki mają wpływ na naszą skórę ale też dieta czy styl życia. Sama osobiście zgadzam się z tym stwierdzeniem. Odpowiednia pielęgnacja skóry + dieta + aktywność fizyczna to klucz do sukcesu nie tylko nad lepszym wyglądem ale też samopoczuciem.

Na początek przedstawię co wzbudziło moje zainteresowanie i co mi się podobało, czytając książkę. Na pewno to, że jest dużo ciekawostek, porad i zasad zdrowego żywienia, które w prosty sposób można wprowadzić do swojego życia. Pierwszą z nich jest np. to, żeby zaraz po przebudzeniu wypić szklankę ciepłej wody. Ja zawsze jak wstaję rano pierwsze co robię to sięgam po wodę ale będącą w temperaturze pokojowej. Skin coach zachęca do picia ciepłej wody. Dlaczego? Ponieważ ciepła woda dodaje energii, rozrzedza soki żołądkowe, ożywia komórki, pobudza metabolizm. Ponad to skin coach zaleca do spożywania trzech ciepłych posiłków w ciągu dnia. Najlepiej, żeby to były dania przygotowane przez nas osobiście. I jeśli nie mamy możliwości odgrzania ich to poleca by używać produktów spożywczych, które utrzymują swoje rozgrzewające właściwości nawet jeśli będziemy spożywać je na zimno. Do takich należy między innymi kasza gryczana. Jako poranny rytuał autorka książki poleca też szczotkowanie ciała (do wykonania raz lub dwa razy w miesiącu). Taki "zabieg" na ciało poprawia jędrność skóry, wspomaga układ limfatyczny, złuszcza naskórek, oczyszcza pory. Jakoś do głowy by mi nie przyszło, żeby na sucho wyszczotkować całe ciało. Ale jeśli faktycznie to działa to z chęcią wprowadzę to do swojego życia. Ponad to, ciekawie zostały przedstawione rodzaje skóry. W inny zupełnie inny sposób niż ten, który wszyscy znamy (skóra sucha, mieszana, wrażliwa czy tłusta).

I tak skin coach wyróżnia następujące rodzaje cery:

  • skóra problematyczna - trądzikowa, tłusta, łojotokowa,
  • interaktywna - nadmiernie reagująca na bodźce, wrażliwa,
  • hiperpigmentacyjna - z przebarwieniami, plamami,
  • skóra przedwcześnie starzejąca się - uszkodzona na skutek stylu życia, poszarzała, atroficzna. 
 Dodatkowo też krótko opisuje czego należy unikać i przedstawia w jaki sposób należy dbać o każdy z wymienionych rodzajów skóry. W książce bardzo podobały mi się sposoby na samodzielne wykonanie kosmetyków w domu. Znajdziemy przepis m.in. na musujące kule do kąpieli, ziołową sól morską do kąpieli, ananasowo-figowy enzymatyczny peeling do twarzy i wiele innych. 

To z czym do końca się nie zgadzam a co było ujęte w książce to ograniczenie robienia makijażu. Autorka pisze, że najlepszym makijażem każdej kobiety jest uśmiech i odradza by makijaż wykonywać codziennie. Z tym uśmiechem zgadzam się w 100% jednak chyba z makijażu nie mogłabym zrezygnować. Lubię mieć podkreślone eyelinerem oczy, czy kości policzkowe różem. Jest wiele produktów do makijażu, które mają naprawdę dobry skład dlatego też uważam, że makijaż wcale nie musi być obciążający dla naszej cery. Oczywiście, pamiętając, że po całym dniu należy wykonać odpowiedni demakijaż. Nie wyobrażam sobie by moja skóra na noc nie była oczyszczona. Nawet jak jestem okropnie zmęczona to demakijaż zawsze wykonam. To co jeszcze wzbudziło moje wątpliwości to nieużywanie kremu na noc, ograniczenie zawartości kosmetyków w kosmetyczce czy zrezygnowanie z balsamowania ciała. Myślę, że do wszystkiego trzeba podejść zdroworozsądkowo. Po pierwsze samo kupowanie i testowanie nowych kosmetyków to wielka radość  więc ja napewno z tego rodzaju przyjemności również nie zrezygnuję. Oczywiście każdy z nas ma inne zdanie. To jest tylko i wyłącznie moja opinia. A po drugie ja po prostu lubię stosować kosmetyki. Czuję, że moja skóra jest wtedy dopieszczona pod każdym względem :)

Jeżeli jesteście ciekawi książki to zachęcam do zajrzenia do niej. Ja nie żałuję, że ją kupiłam. Z pewnością wypróbuję wszystkie przepisy na samodzielne wykonanie kosmetyków. 

Na szczęście problemów z cerą nie mam żadnych. Staram się świadomie kupować i wybierać produkty odpowiednie dla mojej skóry a także  używać ich zgodnie z przeznaczeniem. Ponad to dbam o kondycję fizyczną i staram się zdrowo odżywiać. I póki co to wszystko zdaje egzamin i więcej mi nie potrzeba. Moja skóra ma się dobrze i mam nadzieję, że to się dłuuugo  nie zmieni. I tego Wam wszystkim życzę :-) 

sobota, 12 sierpnia 2017

Rodzaje glinek i ich zastosowanie w kosmetykach

Codzienny demakijaż twarzy, robienie peelingów dwa razy w tygodniu i używanie kremów to chyba każdy już zna. W jaki sposób jeszcze możemy dostarczyć naszej skórze naturalnych i drogocennych składników? Odpowiedź jest prosta. Poprzez stosowanie glinek do twarzy, z których możemy zrobić sobie maskę do twarzy, włosów, czy wykorzystać jako zabieg łagodzący, oczyszczający a nawet ujędrniający na ciało. Wystarczy tylko dobrać odpowiednią glinkę do naszych potrzeb i efekty murowane. I tak na początek powiem o rodzajach glinek i ich działaniu. 

1. Glinka zielona:

Przeznaczona głównie do cery tłustej, mieszanej lub łojotokowej. Wydobywana jest ze skał krzemionkowo-aluminiowych we Francji. W jej składzie znajdziemy sole mineralne, mikroelementy i pierwiastki takie jak: żelazo, cynk, sód, potas, miedź, selen, fosfor, wapń. Jej bogaty skład wykazuje szerokie zastosowanie w pielęgnacji skóry. Przede wszystkim działa oczyszczająco. Reguluje wydzielanie sebum, ściąga rozszerzone pory i działa jednocześnie jak peeling usuwając martwe komórki naskórka. Ponad to opóźnia procesy starzenia się skóry, poprawia koloryt skóry, hamuje stany zapalne, działa antyseptycznie. 

2. Glinka biała:

Wydobywana ze skał bogatych w kaolinit m.in. w  kopalniach w Brazylii czy Pakistanie. Jest najpopularniejszą i najczęściej wykorzystywaną odmianą wśród glinek. Jej inne nazwy to glinka chińska lub porcelanowa. Przeznaczona jest głównie do skóry suchej, zmęczonej i ze zmarszczkami. Na skórę działa przede wszystkim regenerująco, odżywczo. Doskonale nawilża i łagodzi skórę. Wykorzystywana zarówno w maseczkach do twarzy jak również jako składnik w pudrach mineralnych. 

3. Glinka czerwona:

Ten rodzaj glinki również pochodzi z terenów Francji. Jak jej poprzedniczki bogata jest w mikro- i makroelementy. W jej składzie znajdziemy m.in. krzem, kwarc, glin, żelazo  i wiele innych. Przeznaczona do skóry wrażliwej ze skłonnością do pękających naczynek a nawet w łagodzeniu objawów trądziku różowatego. Jej systematyczne stosowanie poprawia wygląd skóry, uszczelnia naczynia krwionośne a także zapobiega ich pękaniu. 

4. Glinka żółta:

Różni się od glinki czerwonej zawartością tlenku żelaza, którego w tej odmianie jest zdecydowanie więcej. Poleca się ją do cery mieszanej, tłustej i dojrzałej. Ma cechy charakteryzujące glinkę zieloną. Remineralizuje, oczyszcza z toksyn, przyspiesza gojenie skóry, odtłuszcza i matowi cerę a także poprawia sprężystość i elastyczność skóry. Wykorzystywana często w kremach, mleczkach i tonikach do twarzy a nawet w szamponach do włosów. Jest suszona na słońcu i wydobywana w kopalniach głównie we Francji. 

5. Glinka różowa:

To łagodna i delikatna mieszanka dwóch rodzajów glinek: białej i czerwonej w proporcji 2:1. Połączenie tych dwóch składników to prawdziwy koktajl witaminowy dla skóry. Glinka różowa przeznaczona jest głównie do skóry wrażliwej ze skłonnością do alergii. Można ją wykorzystać podczas kąpieli, jako kompres na twarz czy jako maseczkę regenerująco-łagodzącą. Bogactwo dobroczynnych mikroelementów poprawia ukrwienie i kondycję skóry pod warunkiem, że regularne się ją stosuje.

6. Glinka błękitna  

Inaczej glinka bentonitowa. To naturalna mieszanka substancji mineralnych wydobywanych głównie w rejonach Rosji i na Ukrainie. Znane miejsca jej wydobycia to okolice Bakczysaraju, jeziora Ostrownoje na Syberii czy czyste ekologicznie rejony wzgórza Waładaj. Uważana jest za najszlachetniejszą z wszystkich rodzajów glinek. Najbardziej wartościowe jej pokłady znajdują się na głębokości 30-60m. Swoje zastosowanie znalazła w produktach zarówno do twarzy jak i ciała. Nawilża, ujednolica odcień skóry, ujędrnia i działa antycellulitowo. Dodatkowo idealnie odżywia, nadaje skórze zdrowy wygląd. Poprzez bogactwo różnych pierwiastków może być stosowana zarówno przy cerze mieszanej, tłustej a nawet delikatnej, ze skłonnością do podrażnień.

7. Glinka ghassoul

Wydobywana w jaskiniach na terenie Maroka. Jej inna nazwa to czerwona glinka marokańska, glinka Rhassoul. To drobno zmielony proszek w kolorze od szaro-brązowego po czerwono-brązowy, który w połączeniu z wodą przybiera postać błota. Wszystko za sprawą tego, że w jej składzie jest bardzo duża zawartość krzemionki (ponad 58%). Pozyskuje się ją w postaci wielkich brył, które następnie są przemywane czyste wodą, osuszane na słońcu i rozdrabniane na proszek. Ten rodzaj glinki swoje zastosowanie znalazł przy każdym rodzaju skóry. Można używać jej do codziennego mycia, zamiast np. mydła. W połączeniu z olejkami naturalnymi czy ekstraktami roślinnymi idealnie sprawdza się jako peeling do twarzy i ciała. Ponad to można ją wykorzystać do stworzenia tradycyjnej marokańskiej maseczki na włosy. Wystarczy połączyć ją z olejkiem arganowym i wmasować w skórę głowy. Dzięki takiemu zabiegowi skóra głowy jest oczyszczona i blask włosów przywrócony.

Wśród glinek wyróżnia się jeszcze mniej znane tj.:

  • fioletowa - o działaniu zbliżonym do glinki czerwonej;
  • glinka Fullers Earth - rodzaj glinki osadowej o silnych właściwościach odtłuszczających. Jej duża zaletą jest to, że jako jedyna glinka działa wybielająco, rozjaśnia przebarwienia i wyrównuje koloryt skóry. 
  • czarna - o podobnych właściwościach do glinki zielonej. Wydobywana z Morza Martwego. 

Mam nadzieję, że nie zanudziłam Was rodzajami glinek. Starałam się zamieścić same najważniejsze informacje. I tak etap teoretyczny mamy za sobą. Teraz przedstawię Wam glinkę jaką udało mi się kupić podczas targów kosmetycznych jakiś czas temu. 



 Na zdjęciach: Fitomed - Glinka czerwona

Wybrałam czerwoną glinkę gdyż mam skórę mieszaną, na policzkach bardzo suchą i dodatkowo z tendencją do pękających naczynek. Czym oprócz rodzaju skóry kierować się podczas zakupy glinki? Przede wszystkim ważny jest skład. Uważam, że lepiej jest wydać trochę więcej pieniędzy i kupić oczyszczoną glinkę niż produkt nieoczyszczony, tańszy ale niekoniecznie dobry dla naszej skóry. Najlepsze glinki zawierają w składzie 95-98% składników aktywnych. Polecam też zwrócić uwagę czy zostały dodane substancje zapachowe, które obniżają skuteczność działania glinki. To naprawdę niewiele istotnych cech, na które powinniśmy zwrócić uwagę ale uważam, że są bardzo ważne i pozwolą nam cieszyć się w pełni zakupionym produktem. 

Glinka zaprezentowana powyżej jest pochodzenia naturalnego. Głównie wykorzystywałam ją do robienia maseczki na twarz, którą możemy wykonać na kilka sposobów. 

1. Pierwszy sposób to połączenie glinki z niewielką ilością wody ale wtedy ważne jest zraszanie skóry twarzy hydrolatem lub tonikiem nawilżającym. Należy to powtarzać tak często by glinka nie wyschła nam na twarzy.  
2. Drugi sposób to połączenie glinki z naszym ulubionym kremem. Tak powstałą papkę nakładamy na twarz. Pozostawiamy na twarzy na 10-15minut i usuwamy za pomocą płatka kosmetycznego. 
3. A trzeci sposób to połączenie glinki, wody i olejku (arganowego, kokosowego lub z takim jaki obecnie macie u siebie w kosmetyczce). Trzeba tak dobierać proporcje składników by powstała papka łatwo dała się nałożyć na twarz. 

Co jeszcze możemy przygotować z glinki? Polecam też użyć ją jako maseczkę na włosy. Wzmacnia strukturę włosów, zapobiega ich wypadaniu, zmniejsza łamliwość i działa przeciwłupieżowo. Jak ją wykonać? Cztery płaskie łyżeczki glinki łączymy z wodą (20ml) i olejkiem rycynowym (10ml). Następnie otrzymaną papkę nakładamy na włosy. Pozostawiamy na włosach max. 20 minut i spłukujemy obficie włosy po czym myjemy naszym ulubionym szamponem :) Włosy są miękkie w dotyku, skóra głowy oczyszczona.  

A Wy? Znacie glinki? Używacie? Macie jakieś sprawdzone sposoby na ich zastosowanie? Mam nadzieję, że dzisiejszy post Wam się podobał :-) Pozdrawiam! :) 
 


niedziela, 6 sierpnia 2017

Miejsca znane i nieznane

Dziś zabieram Was w kolejną podróż, tym razem do małego miasteczka Bakewell leżącego w obrębie parku narodowego Peak District w Wielkiej Brytanii. Niezwykle malownicze miejsce, zachwycające swym urokiem na każdym kroku. Kto raz tam był z pewnością podzieli moje zdanie. Zapraszam na krótką relację z tego miejsca :-)








I kto by pomyślał, ze Anglia potrafi zachwycać takimi widokami 😃